Popularne artykuły

Niedźwiedź, który walczył pod Monte Cassino

2015-07-23 08:00:00 (ost. akt: 2015-07-22 10:43:28)
Niedźwiedź, który walczył pod Monte Cassino

Autor zdjęcia: Wikipedia

Przysmakami niedźwiedzia były słodkości: syropy, marmolada i oczywiście miód. Jadał razem z żołnierzami i spał z nimi w namiocie. Kiedy stał się większy, dostał własną drewnianą skrzynię. Nie lubił jednak spać w samotności i często w nocy przychodził przytulać się do śpiących towarzyszy niedoli.

Był syryjskim niedźwiedziem brunatnym przygarniętym przez 22. Kompanię Zaopatrywania Artylerii w 1941 roku, której szlak wiódł z ZSRR przez Iran i Syrię, dalej Palestynę i Egipt do Włoch. Mały niedźwiedź został kupiony w masywie górskim Elbrusa od napotkanego perskiego chłopca. Okazało się, że matka misia została zastrzelona...

Fot. Wikipedia


Niedźwiedź szybko polubił atmosferę panującą w kompanii. Zainteresowali się nim również żołnierze z innych oddziałów. Na zabawę z Wojtkiem nie było jednak zbyt dużo czasu, bo polski korpus zaopatrywał nie tylko nasze, ale również inne jednostki. Tak, jak polscy żołnierze, był na wygnaniu, bez ojczyzny...

Żołnierze wspominają, że miał wyjątkowy charakter i lubił przebywać z ludźmi. Niektórzy twierdzili, że widzieli, jakby się uśmiechał. Był z nimi niesamowicie zżyty. Był jednym z nich. Kiedy trzeba było, pełnił wartę, innym razem siedział w szoferce samochodu i go pilnował. W ramach relaksu siłował się z żołnierzami, nawet kilkoma na raz. Czasami przerzucał ich przez ramię, nigdy jednak nie zrobił żadnemu krzywdy.

Ładował amunicję na ciężarówki


13 lutego 1944 roku był dniem przełomowym w życiu 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii. Została zaokrętowana na statek Batory płynący do Włoch. Nadszedł czas walki po dwóch latach przygotowań na Bliskim Wschodzie. Niestety, na statek nie można było brać żadnych zwierząt. Trzeba więc było dzwonić do dowództwa w Kairze i prosić o zgodę, którą na szczęście otrzymano.
Na stopień kaprala Wojtka mianował generał Anders. Niedźwiedź miał swój własny żołd, a nawet przydział na papierosy, które uwielbiał... zjadać. Był wciągnięty na listę personelu kompanii. Mało tego, miał swój numer wojskowy oraz książeczkę wojskową. Był żołnierzem z krwi i kości.

Chorągiewska z wizerunkiem Wojtka
Fot. Wikipedia
Chorągiewska z wizerunkiem Wojtka


Od stycznia do marca 1944 roku, front we Włoszech nie ruszył się z miejsca. Oddziały brytyjskie, amerykańskie, indyjskie, nowozelandzkie, francuskie w trzech ofensywach bezskutecznie próbowały pokonać wojska niemieckie zgrupowane wokół Monte Cassino. Polski korpus miał wziąć udział w kolejnej ofensywie, na tyłach słynnego klasztoru Monte Cassino. Atakowanie wzgórza o wysokości ponad 500 metrów nie było prostym zadaniem. Polacy ponosili ciężkie straty. Do pułków artylerii ciężkiej amunicję dostarczała m.in. kompania, w której był Wojtek. On sam pomagał załadowywać ciężkie skrzynie na platformy ciężarówek, kiedy widział zmęczenie ludzi. 18 maja 1944 roku polska flaga załopotała na Monte Cassino.


Tańczył przy Mazurku


Po kilku miesiącach Polacy opuścili Włoch i udali się do Wielkiej Brytanii. Wylądowali w Szkocji, gdzie ich zgrupowano. Razem z nimi był Wojtek. Po zakończeniu wojny okoliczni przyjeżdżali, aby zrobić mu zdjęcie. On z kolei spacerował po okolicy i pływał w pobliskiej rzece. Do dziś na starych drzewach widnieją ślady po jego pazurach.

W końcu przyszedł czas, aby zadać sobie pytanie, co dalej z Wojtkiem. Powrót do Polski rządzonej przez komunistów nie wchodził w grę, więc 15 listopada 1947 roku dzielny kapral został przewieziony do ogrodu zoologicznego w Edynburgu. Koledzy z kompanii nie zapomnieli jednak o nim i często go odwiedzali. Kiedy ten słyszał polską mowę wśród zwiedzających, zawsze wyrażał zainteresowanie, kiwał znacząco głową i strzygł uszami. Pewnego razu jeden z żołnierzy przyniósł skrzypce i zagrał Mazurka. Wojtek zaczął wówczas tańczyć... Zmarł 22 grudnia 1963 roku w wieku 22 lat na obczyźnie, jak wielu polskich żołnierzy.


Baśka Murmańska


"Baśka w poczuciu wagi chwili kroczyła obok Smorgońskiego, nie rozglądając się i niczemu nie dziwiąc, była już bowiem bardzo dobrze wychowaną osobą. (...) Obok maszerujących szeregów, chodnikami i ulicą rwał potok ludzki. Przewracał się, zawadzając o małe dzieci i psy, rozbijał kolana i łby o słupy latarni, wpadał z rozdziawioną gębą pod tramwaje i samochody, zrywał się z ziemi i biegł dalej na złamanie karku, byleby nie stracić z oczu białej niedźwiedzicy. W mig dowiedziano się o jej imieniu i szmer: Baśka, Baśka! elektryzującymi kręgami rozchodził się w tłumie. A ona, słysząc swe imię, tysiącgebną famą wokół powtarzane, zhardziała jeszcze bardziej i szła już, nie wiedząc dobrze, czy to ją prowadzą za oddziałem na łańcuchu, czy może ona raczej tych trzystu ludzi przed sobą popędza."

Rzecz działa się w 1919 roku w Warszawie na Placu Saskim, gdzie odbywała się defilada przed Naczelnikiem Państwa. Wspomniany Smorgoński trzymał na łańcuchu Baśkę, białą niedźwiedzicę. Kiedy Piłsudski wyciągnął do niej rękę, ta z wdziękiem podała mu łapę. Podczas defilady Baśka szła na tylnych łapach, czym wywołała entuzjazm u widzów. Co więcej, "...w momencie przepisanym ustawą, zwróciła łeb do Naczelnika, salutując mu dziarsko, jak szeregowy żołnierz w marszu".

Kim była owa biała niedźwiedzica?


"Baśka" została przygarnięta w północnej Rosji i "przyjęta" do baonu murmańczyków. Były to oddziały walczące w latach 1918-1919 przeciwko bolszewikom w rejonie Murmańska i Archangielska.
Baśka Murmańska została przydzielona do kompanii karabinów maszynowych. Wyznaczono jej również odpowiedni wikt. Jej opiekunem był kpr. Smorgoński, który uczył jej musztry, w tym salutowania i naśladowania kroku musztrowego. Niedźwiedzica przeszła ze swoim oddziałem szlak bojowy, aż do wolnej Polski, gdzie stacjonowała ze swoim oddziałem w Twierdzy Modlin. Niestety, zaginęła zimą wspomnianego 1919 roku. Zerwała się z łańcucha i jak się później okazało, dotarła do jednej z nieodległych wsi. Tam zginęła z rąk miejscowych chłopów.

Źródła: Wojtek, niedźwiedź, który poszedł na wojnę, reż. Will Hood, Adam Lavis, 2011; Żołnierz polski na Murmanie: jednodniówka wydana z okazji pierwszego zjazdu Murmańczyków: 15.12.1919-1929., Warszawa 1929.

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB