Ziemianie dopadli kometę


2014-11-13 09:00:13 (ost. akt: 2014-11-13 09:01:56)

To nie lądowanie człowieka na Księżycu, ale dla naukowców badających małe ciała Układu Słonecznego to wielkie wydarzenie — mówi prof. Małgorzata Królikowska-Sołtan, astrofizyk z Centrum Badań Kosmicznych PAN, które uczestniczy w misji kosmicznej sondy Rosetta.

Ziemianie dopadli kometę


Fot. Wikipedia

— Kiedy rozmawiamy, lądownik Philae oderwał się od sondy Rosetta i opada na jądro komety 67P/Churyumov-Gerasimenko, to wszystko gdzieś setki milion kilometrów od Ziemi. Czy 12 listopada może przejść do historii badań kosmosu? 


— Na pewno przejdzie do historii badań kometarnych. Po raz pierwszy mamy do czynienia z lądowaniem na powierzchni komety. Ta kometa ma wymiary 4,5 na 4 kilometry. To więc niewielki obiekt, a przy tym kruchy. Komety składają się z m.in. z różnego rodzaju lodów. 



— To lądowanie na komecie to ponoć tak, jakby chcieć trafić z nieba lodówką w określony punkt na Ziemi. 

— To trudna misja, a szczególnie samo lądowanie. Tym bardziej, że zaskoczył nas kształt komety. Jest bardzo nietypowy, bo przypomina nierówne hantle, albo powiedzmy, że ogryzek jabłka. Lądowanie utrudnia niewielka grawitacja a na dodatek kometa obraca się wokół swojej osi. Okres rotacji wynosi około 12 godzin. Lądownik Philae ma opadać na kometę przez sześć godzin. Wolno, a to właśnie z powodu tej słabej grawitacji. Miejsce lądowania zostało wyznaczone do ok. jednego kilometra kwadratowego. Nad przebiegiem lądowania czuwają naukowcy z centrum kontroli lotu w Darmstadt w Niemczech. Nie jest to proste, bo kometa znajduje się około czterech jednostek astronomicznych od Ziemi, a jedna jednostka to ok. 150 mln kilometrów. To oznacza, że sygnał z stamtąd dotrze na Ziemię po ok. 28, 5 min. 



— Po wylądowaniu Philae ma przystąpić do badania próbek, ale najpierw musi zadziałać penetrator, który został zbudowany właśnie w waszym centrum. Co to jest? 

— To kluczowe urządzenie. Wyobraźmy sobie gruby, nieco ponad dwudziestocentymetrowy ołówek. Ma wbić się w powierzchnię komety. Na urządzeniu są czujniki, które pozwolą badać temperaturę. I jeśli wszystko pójdzie dobrze, to po raz pierwszy będziemy mieli informację, jak wygląda grunt kometarny. Dane z lądownika trafią do sondy, a stamtąd na Ziemię. 



— Dlaczego wydajemy aż 1,3 mld euro, bo tyle kosztuje program Rosetta Europejskiej Agencji Kosmicznej na badania malutkiej komety? 


— Są dwa. Komety to wyjątkowe obiekty. Po pierwsze komety niosą w sobie pierwotną materię, nieprzetworzoną, taką, jak była podczas formowania naszego Układu Słonecznego. Dzięki temu możemy się dowiedzieć się, jak powstał nasz Układ Słoneczny, skąd wzięła się Ziemia. Po drugie zawsze nam się wydawało, że część wody ziemskiej pochodzi z komet, ten poziom ocenia się dziś na około 10 proc.



— Co jeśli coś pójdzie nie tak, 10 lat, bo tyle czasu leciała sonda do komety, pójdzie na marne?


— Wierzę, że eksperyment się uda. Wszyscy trzymany kciuki za misję, za lądowanie. A nawet jak lądowanie się nie uda, to ta misja już jest sukcesem, bo dostaliśmy niezwykłej jakości zdjęcia komety. Z radiowych obserwacji znamy już pole grawitacyjne komety i na tej podstawie możemy wyliczyć jest gęstość . A ta jest mała, co oznacza, że kometa jest porowata. Rosetta towarzyszy komecie od początku września, a będzie jeszcze do końca grudnia 2015 roku. Sporo więc możemy się jeszcze dowiedzieć o kometach. 



• Lądownik Philae wylądował na powierzchni komety. Manewr lądowania zakończył się około 16:30 czasu polskiego.
Andrzej Mielnicki

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB